Już po raz trzeci zaplanowałam wystawy na Węgrzech i w Austrii, Szombathely i Oberwart. Wyjechałyśmy w piątek, Agnieszka, wspaniała towarzyszka wycieczek, DECLAN, DORREN i CINTRA. Długa droga, prawie 900 km, mimo klimy w samochodzie, dało się nam we znaki. Spodziewałam się, że będzie gorąco, bo cała Europa dusi się w fali upałów, ale nie spodziewałąm się, że będzie tak okropnie gorąco. Wieczorem 33 stopnie i nie chciało być mniej. W sobotę wystawa w Szombathely, poszło szybko i miałyśmy cały dzień dla siebie. Co można zwiedzać w takiej temperaturze ? tylko zamki, których majestatyczne mury dają wrażenie chłodu.
Zaczęłyśmy od urokliwej miejscowści na Węgrzech Koszeg. Puste uliczki, samo południe, wszyscy uciekli z miasta, tylko pojedyńcze grupki zwiedzających cudzoziemców. Dudusie same ciągnęły na zacienione strony ulic.
Wszystkie drogi prowadzą do Zamku.
Przy zamku restauracja ze świetną kuchnią i ogródkiem dającym cień i oddech od gorąca. Zanim jeszcze dostałyśmy menu, wilczaki już dostały wodę.
Po smacznym, lekkim obiedzie, kolejny etap wycieczki, już w Austrii zamek Lockenhaus
Zasłużony odpoczynek, nareszcie zielona trawa i przyjemny chłód.
Ruszamy dalej. Zamek Bernstein Agnieszka oglądała sam, ja już go widziałam kilka razy, a wilczaki nie bardzo były zainteresowane. Wróciłyśmy do Sarvar tam miałyśmy hotel. Na zamku impreza, inscenizacja historyczna, pod zamkiem kramy, konie i mnóstwo ludzi.
Miłym zakończeniem bardzo aktywnego dnia, byla późna kolacja, chłodne wino i artysta śpiewający miłym, niskim głosem. DODA się zasłuchała, a jak przestawał spiewać powarkiwała spod stołu.... Odkryłam, że moja sunia jest bardzo muzykalna.
W niedzielę sędziowanie było tak późno, że na kawkę i pischingera w Wiedniu nie było już czasu. Nic to, nadrobimy ....
|